CHOSZCZNO. Na terenie naszej gminy jest jeszcze wiele ciekawych, często zapomnianych, albo co gorsze, jeszcze nieodkrytych miejsc, których historię poznajemy najczęściej dość przypadkowo. Tuż za Piasecznikiem znajduje się stara żwirownia, w której po wojnie odkryto szkielety ponad 20 osób. Wszystko na to wskazuje, że zostali rozstrzelani, ale kim byli, tego do dziś nie wiemy.

Starą żwirownię, w której leżały powiązane drutem kolczastym ludzkie szkielety, odkryli mieszkańcy Piasecznika. Okoliczności tego wydarzenia przypomniał Jerzy Szubert, którego ojciec osiedlił się tu wiosną 1945 roku, zaraz po powrocie z robót w III Rzeszy. Podkreślając, że powtarza tylko słowa ojca zaznaczył, że było to w lipcu 1945 roku, kiedy to mieszkańcy wsi wyruszyli na pola, żeby zebrać dojrzewające już zboża. To właśnie wtedy, idąc za unoszącym się odorem odkryli, że w żwirowni leżą ludzkie szczątki. Jedne były przysypane piaskiem, inne rozszarpane przez lisy, ale od razu też zauważyli, że wcześniej ktoś ich powiązał drutem kolczastym. Bardzo szybko się domyślili, że musiała to być zbiorowa egzekucja, ponieważ we wszystkich czaszkach widniały przestrzeliny. Na podstawie tych czaszek doliczyli się 22 nieszczęśników. Mówiono też o jakichś charakterystycznych ubraniach, a także o tym, że w tym miejscu znaleziono łuski z charakterystycznymi gwiazdkami, sugerując jakoby sprawcami tej egzekucji byli Rosjanie.

 

Podobno mieszkańcy wsi, w tym przede wszystkim ojciec J. Szuberta, bardzo długo i mocno zabiegali do władz, a nawet do Rady Ochrony Pomników Walk i Męczeństwa o to, aby przeprowadzić ekshumację, przenieść szczątki na cmentarz, a przede wszystkim wyjaśnić, kim byli zamordowani. We wsi, przez lata krążyła nie do końca sprawdzona informacja o tym, że pojawił się w tym miejscu jakiś major, ale podobno, gdy znalazł wspomniane wyżej łuski, natychmiast o sprawie… zapomniano. – Nawet do partii pisaliśmy…, i nic – podkreślił w 2005 roku Zygfryd Dzedzej.

To m.in. nam udało się ustalić, że nie do końca tak było, ponieważ z informacji uzyskanej ze szczecińskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej (w 2005 roku – red.) wynika, że w 1969 roku w tej sprawie dochodzenie prowadziła stargardzka prokuratura. To właśnie ona zamknęła temat sugerując, że pochowano tam belgijskich żołnierzy współpracujących z Niemcami. A skoro tak było, to dlaczego na krzyżu ustawionym w tym miejscu zawieszono tabliczkę z napisem: „Tu spoczywa w mogile zbiorowej 22 Polaków rozstrzelanych wiosną 1945 roku. Spoczywajcie w Bogu nasi bracia”?

Ponad 15 lat temu tematem tym zajął się również ppłk Andrzej Szutowicz, znany nam dobrze doskonale regionalista i pasjonat historii. Według jego tezy, mogli to być żołnierze Waffen-SS pochodzenia belgijskiego, którzy w lutym 1945 r. walczyli w składzie 27 Ochotniczej Dywizji Grenadierów Pancernych SS „Langemarck”, składającej się przede wszystkim z Flandryjczyków. Dlaczego jednak świadkowie twierdzili, że szkielety ubrane były w cywilne ubrania, a w czaszach widoczne były charakterystyczne przestrzeliny?  On też zaznacza, że założenie iż amunicja była rosyjska należy odrzucić, ponieważ akurat takim gwiazdami sygnowali łuski Austriacy.

Od tamtego wydarzenia minęło już ponad 75 lat. Prawdopodobnie już nigdy nie dowiemy, jak było naprawdę i czyje szczątki spoczywają w tej leśnej żwirowni, leżącej tak blisko drogi wojewódzkiej prowadzącej z Choszczna do Suchania. 15 lat temu, stary zmurszały krzyż, leśnicy wymienili na nowy. Ksiądz go poświęcił, mieszkańcy się pomodlili, a dzisiaj? Dzisiaj tylko nieliczni tam trafiają, a że trafiają, świadczą o tym wypalone znicze.

 

Tadeusz Krawiec